Ogień i Lód

Blog o tematyce związanej z ogrzewaniem i klimatyzacją

Nasza zima zła...

zima

Minione zimy nie przynależą do tak ciężkich jakie zapamiętaliśmy z czasów gdy byliśmy dziećmi kiedy to napadać mogło pół metra śniegu. Koresponduje to z twierdzeniami fanów hipotezy globalnego ocieplenia (choć uważam ją za wyssaną z palca). Pomimo tego niemal stale na styku grudnia i stycznia nastają ostrzejsze mrozy, zatem tak było też ostatnio. Składy opału psioczyły dotąd na małe obroty, a ludzie poczęli twierdzić, że lekkie zimy to obecnie norma na napływające lata więc nie martwią się aż tak przeglądami instalacji grzewczej przed zimą, co potem potrafi się zwrócić jeśli przypadnie przeżyć parę dni w zimnisku. Po fali mrozów z początku stycznia temperatura znowu trochę wrosła wszak nie ma powodów do radości bo rzeczywiste mrozy nadchodzą tradycyjnie w miesiącu lutym. Ulgą dla mieszkańców miast są niewielkie opady śniegu – nie należy się gnębić usuwaniem go ze swojej strony chodnika. Właściwie to ja już preferuję śnieg aniżeli wyłącznie mróz, najbardziej nie lubię odwilży w dzień i mrozu w nocy bo wszędzie wtedy pełno lodu. Gdy leży śnieg mniejsze jest ryzyko pośliźnięcia się, a nie wszędzie chodniki są posypane piaskiem. Nigdy nie miałem nic w gipsie i wolę by tak już zostało.

Opublikowano: